„Aby zdobyć wielkość, człowiek musi tworzyć”

Antoine de Saint-Exupéry

 

Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: aktualnosci Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: o nas Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: misja Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: warsztaty Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: partnerzy Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: czytelnia Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: Opis: kontakt

 

Na Dzień Dziecka – o kreatywności dorosłych

 

Często kiedy patrzę na twarz mojej małej córeczki, widzę w niej siebie. Widzę w niej cechy człowieka, którym byłam jako dwulatek, pięciolatek, piętnastolatek i którym nadal jestem. Nie jest to takie dziwne, zważywszy, że nietrudno rozpoznać w dorosłym przyjaciela z dzieciństwa. No bo czy tak się znowu zmieniliśmy przez te 30, 40 czy więcej lat? Po prostu urośliśmy, dojrzeliśmy, widzieliśmy więcej. A gdyby tak pomyśleć o sobie jak o wielkim dębie, który wyrósł z małej, wiotkiej sadzonki. Ma teraz silny pień, konary i mnóstwo liści. Dopóki płyną w nim życiodajne soki, dopóty będzie solidnie stał i rozciągał swoje gałęzie gdzie tylko chce.

Często, gdy patrzę na mojego dziadka, widzę w nim dziecko. Łatwo się wzrusza, gdy widzi radość bliskich i łatwo czuje się urażony, gdy zapomina się o nim. Potrzebuje uwagi drugiej osoby i bezgranicznie ufa innym. Czy to źle? Może to tak jest, że z wewnętrznym dzieckiem nie rozstaniemy się nigdy. Analiza transakcyjna Erica Berne'a zakłada taką właśnie koncepcję - mieszkają w nas: dziecko, rodzic i dorosły, które nieustannie prowadzą ze sobą dialogi, a nawet spory. To ten dorosły powinien ostatecznie rządzić i podejmować decyzje, jednak pozostałe głosy są szalenie ważne.  Kto wie, czy nie najważniejszy jest właśnie głos dziecka, jeśli rozumieć je po prostu jako swoje prawdziwe ja, a nie tylko jako grzeczną bądź niegrzeczną pociechę pragnącą uwolnić się czasem z rodzicielskich ramion. Co nam daje takie wewnętrzne dziecko, jeśli damy mu dojść do głosu?

Po pierwsze, dziecko nie zna ograniczeń. Chodzi i o ograniczenia, jakie stawia natura, jak i konwenanse społeczne. Dziecko właściwie robi, co chce i tego mu często zazdrościmy. Sęk w tym, że jako dorośli przesadzamy czasem w drugą stronę, uwięzieni w sytuacjach, w których nie chcemy być. Badania psychologów dowiodły, że na rozwój kreatywności u dorosłych wpływa właśnie dość duża wolność dana w dzieciństwie - nie zarzucanie młodej osoby pomysłami na spędzanie czasu i nie zbytnie nadzorowanie. Również nie cieplarniany chów, w którym dziecko nie ma nawet szansy uczyć się na swoich błędach. A jak to jest w życiu dorosłego? Nauczeni, że nie można lub się nie da, padamy ofiarą syndromu ślepej kury, wciskającej głowę przez dziurę w płocie, aby dostać się do wysypanego ziarna, która nie widzi, że dwa metry dalej płotu już nie ma. W nauce, sztuce, technologii, a także w biznesie potrzebna jest inna perspektywa - dostrzeganie możliwości, których nie widzą inni, przy jednoczesnym trzeźwym widzeniu ograniczeń.

Po drugie, sekretem dzieciństwa jest ciekawość. Już trzymiesięczne niemowlę zaczyna eksplorować świat, przyglądać się wszystkiemu badawczo, dotykać, smakować. Przedszkolak będzie pytał co chwila "a dlaczego" i "po co". Taka ciekawość świata pozostaje w nas do końca życia, ale jak często z niej korzystamy? W pedagogice kreatywności ukuto zwrot "myślenie pytajne" jako sposób rozumowania wywodzący się z ciekawości poznawczej. Polega ono na wyszukiwaniu problemów poprzez zadawanie pytań typu 'dlaczego', 'co by było gdyby', 'co to jest', 'kim jest', 'jaka jest relacja między', itp. No właśnie, po co mi te pytania potrzebne do szczęścia? Ano po to, żeby szybciej się uczyć nowych rzeczy (dowiedziono, że głębsze przetwarzanie treści poprzez zadawanie pytań poprawia zapamiętywanie), po to, żeby rozwiązywać problemy w pracy i w domu, żeby być mądrzejszym, bardziej samodzielnym i mieć poczucie spełnienia. W końcu nic nie daje takiej satysfakcji zarówno młodemu, jak i staremu, jak świadomość, że umie coś zrobić i ma na to wpływ. Ponadto, ciekawość nie jest pierwszym stopniem do piekła, lecz drzwiami do fascynującego, bogatego życia.

Po trzecie, entuzjazm. Dziecko nie nosi zegarka. W szkołach prowadzonych według dość idealistycznej filozofii Montessori nie ma podziału na lekcje i przedmioty, nie narzuca się dzieciom, kiedy i jak długo mają zajmować się daną aktywnością. Bo jeśli wciągnie mnie dane zajęcie: bawienie się bębenkiem, rysowanie albo układanie zamku z klocków, to nie zwracam uwagi na resztę świata. Skończę, gdy uznam, że nadszedł czas skończenia. Jeśli odkrywam, że dane zajęcie sprawia mi radość i że jestem w tym całkiem niezły, przeżywam stan tzw. flow (uniesienie, uskrzydlenie – sformułowane przez psychologa M. Csíkszentmihályi). Flow to stan dużego zadowolenia, jeśli nie euforii, spowodowany całkowitym oddaniem się konkretnej aktywności. Ileż to radości widzę na twarzach dorosłych, którzy nareszcie mogą oddać się ulubionemu zajęciu. Nie mam tu na myśli filozofii "piąteczek, piątunio" i uciekania w alternatywną rzeczywistość. Mam na myśli coś zupełnie odwrotnego, a mianowicie postawę robienia wszystkiego z entuzjazmem, traktowania tego jako dobrą zabawę, a także pamiętanie o uprawianiu pasji i rozwijaniu talentów.

Po czwarte, szczerość i kontakt ze swoimi uczuciami. Jak to idzie w jednej z angielskich piosenek dla  dzieci: "jeśli jesteś szczęśliwy, klaszcz, jeśli jesteś zły, tup nogami". Oczywiście, 30-latek częściej niż dziecko będzie wiedział, co mówić, a czego nie, żeby nie urazić innych. A jeszcze częściej będzie milczał - bo nie będzie wiedział, czy wypada się odezwać albo czy nie podpadnie szefowi. Według powszechnego mniemania szczerość przynosi same szkody. Nie warto przecież przyznawać się policjantowi, że wyprzedzając na zakręcie rozmawialiśmy przez telefon komórkowy. No tak, ale jest jeszcze druga strona medalu. Mówiąc bliskim, że jestem zirytowana lub zmęczona, wyznaczam swoje zasady gry, troszczę się o to, by się ze mną liczono. Pokazując znajomym swoje uczucia rysuję obraz siebie jako osoby z krwi i kości, wyrazistej, ludzkiej i po prostu fajnej. Mając kontakt ze swoimi uczuciami, jestem wobec siebie uczciwa. Mogę uniknąć sytuacji, które są dla mnie szkodliwe, jak i toksycznych relacji. 

Po piąte, otwartość wobec świata. W koncepcji osobowości Costy i McCrae, zwanej Wielką Piątką, jednym z elementów składających się na osobowość jest otwartość na doświadczenia. Jest to skłonność do poznawania otoczenia, obcych kultur i środowisk, do próbowania nowych rzeczy, a także widzenia pozytywów w życiowych doświadczeniach. Oznacza to, że poziom tej cechy jest różny u różnych osób, ale dlaczego wraz z wiekiem wydaje się zanikać? Zdumiewające jest to, że podczas gdy dzieci chętnie wejdą w każdy zakątek, dorośli raczej będą trzymać się wydeptanej, znanej im ścieżki. Pewnie przez pragmatyzm, bo wiedzą, że wchodząc w krzaki mogliby nabawić się kleszczy lub wpaść w pokrzywy. A może nie chcą wiedzieć, że za tymi chaszczami jest wspaniały maliniak. W każdym razie mnie nie trzeba by długo namawiać na lot szybowcem, czy zwiedzanie ruin.

W dzień dziecka zamierzam pamiętać nie tylko o swojej córce i bratankach, ale przede wszystkim o sobie i bliskich mi dorosłych osobach. O każdym ważnym dla mnie wewnętrznym dziecku. Dzień dziecka jest świętem nas wszystkich. Pewnie zrobimy w tym dniu coś zwariowanego.

 

Autorka: Dorota Kondrat